„Zielone światło” dla zagranicznych inwestorów, czyli ...

Sympatyczni mieszkańcy Republiki Indonezji zapraszają na Archipelag :) fot.Piotr Śmieszek
jak rząd Republiki Indonezji przyciąga kapitał zagraniczny.

Rząd indonezyjski dwoi się i troi by pobudzić, szeroko rozumiany sektor turystyczny do jeszcze intensywniejszego rozwoju, by nadać mu większego, niż to ma miejsce do tej pory, przyspieszenia. W tym celu od początku roku 2015-tego wykonywane były różnego rodzaju zabiegi techniczno-kosmetyczne, mające takie efekty wywołać. Jednym z kluczowych przedsięwzięć minionego roku była rewolucja w dziedzinie wiz turystycznych, które po kilkukrotnych bolesnych podejściach, zniesiono w końcu w stosunku do obywateli kilkudziesięciu Państw, w tym Polaków. W międzyczasie próbowano jednak wprowadzić drastyczną kontrolę dla obcokrajowców odwiedzających Bali więcej niż dwa razy w roku kalendarzowym, aby wyhamować napływ nielegalnych pracowników, cichych inwestorów i wszelkiego rodzaju biznesmenów próbujących rozwinąć ekonomiczne skrzydła w tym przepięknym, ale niezwykle skomplikowanym pod względem prawa pracy oraz posiadania, państwie.

Na całe szczęście odstąpiono od tego chorego pomysłu po miesiącu i dzisiaj każdy, kto po raz trzeci w ciągu roku, zapragnie odwiedzić wyspę Bali, zostanie wpuszczony a nie odesłany do domu, jak to miało mieć miejsce według pierwotnej koncepcji lokalnych decydentów.
Pozostał jednak wspomniany, niefortunny, nie do końca posprzątany „ruch bezwizowy”, który niestety wciąż dotyczy tylko wiz miesięcznych i co gorsze, nie wszystkich lotnisk oraz portów morskich Indonezji. Fakt ten niestety w „pewnym” sensie alias znacznym stopniu, komplikuje życie turystom przeświadczonym, iż lecąc do Indonezji nie mają obowiązku i potrzeby troszczyć się o wizy pobytowe. Tutaj mogą być jednak w dużym błędzie … bo nie wszystko w Republice Indonezji jest takie proste, jak być powinno i jak się nam może wydawać.
Jeżeli jeszcze Turysta przylatujący do Indonezji via (na przykład) niezwykle popularną Yogyakartę, przełknąć musi tylko gorzką, 35-cio dolarową pigułkę w postaci płatnej wizy, która tutaj akurat jeszcze obowiązuje, o tyle ktoś wybierający się do Republiki Indonezji na więcej niż 30 dni ma już znacznie twardszy imigracyjny orzech do zgryzienia. Pobyt 5 tygodniowy implikuje kilka dni tak zwanego „nielegalu”, które w Delikwenta uderzają jakoby podwójnie.
Po pierwsze przylatując nawet na lotnisko objęte ruchem bezwizowym, (na przykład Bali) na dzień dobry zostanie mu wlepiona (zaproponowana) wiza płatna za jedyne 35 $. Dlaczego?? A dlatego, że tylko taką wizę można legalnie przedłużyć w urzędzie migracyjnym (kolejne kilkadziesiąt $) lub nałożyć na nią karę wysokości 20 $ za każdy dzień zwłoki, płatną w dniu opuszczania Indonezji. Warto tutaj nadmienić, iż kraj położony na ponad 17 000 wysp i wysepek często gości Podróżników, Wczasowiczów, pragnących pobłąkać się po nich trochę dłużej.

Dlaczego o tym wszystkim, … a no dlatego, iż Rząd Indonezji pochwalił się właśnie, iż rok 2016 otworzy drzwi i okna zagranicznym inwestorom, pozwalając im prowadzić małe a nawet większe biznesy (restauracje, bary, hotele, ośrodki sportowe i biura podróży) całkowicie pod własnym Nazwiskiem i przy udziale własnego kapitału. Dotychczas było to maksymalnie do 49%.
Funkcjonująca do chwili obecnej w prawie indonezyjskim, tak zwana „Czarna Lista”, będąca spisem tych sektorów gospodarki w które nie mogli angażować się zagraniczni inwestorzy, ma zostać wkrótce zweryfikowana i mocno skrócona. Czy to przyniesie oczekiwane efekty w postaci napływu inwestorów?? Trudno powiedzieć ale doświadczenia wiz radzą zachować ostrożność.

Indonezję w roku ubiegłym odwiedziło ok 9 milionów turystów zagranicznych, co przy Państwie o takim wielkim potencjale wydaje się kroplą w morzu możliwości. Uzyskany wzrost w tej dziedzinie osiągnął raptem 3 %, co znacznie odbiegło od pokładanych przy prowadzonej polityce oczekiwań. Nie ma się jednak czemu dziwić skoro wprowadzane zmiany były tak mało klarowne a czasami wręcz wyzwalające ambiwalentne oceny.
Jedną ręką stara się potencjalnym gościom, inwestorom coś dać, drugą zaś zabierając im jeszcze więcej, nie czyniąc przepisów transparentnymi, utrudniając podjęcie pracy, czy fizyczne zainwestowanie właśnie tutaj, swoich ciężko zarobionych gdzieś tam w świecie pieniędzy.
Dla przykładu zerknijmy na sąsiadkę z północy Tajlandię, kraj kilkukrotnie mniejszy o znacznie mniejszym potencjale, lecz bardziej przyjaznym prawie wobec obcokrajowców. Królestwo Tajlandii odwiedziło w roku 2015 prawie 30 milionów turystów. I to by niestety było na tyle ☹
Trwa ładowanie komentarzy...