I tak jest ok. Nie ma w tym wszak nawet nic odkrywczego, ponieważ jak Azja południowo wschodnia długa i szeroka wszędzie panuje podobny system srogich kar. W więzieniach Tajlandii, Filipin czy Malezji, pędzą więzienny los amatorzy szybkiego i lukratywnego zarobku, łatwych pieniędzy a czasami tylko przysłowiowego jointa lub pigułki szczęścia w weekendową noc.
Balijskie więzienie Kerobokan w Denpasar należy do tych najbardziej znanych od Manili poprzez Bangkok po Port Moresby. Przebywają w nim złapani w rajskie sieci indonezyjskich policjantów niezliczeni pechowcy. Pensjonariuszami tropikalnego hotelu, jak nazywa więzienie Kathryn Bonella, autorka ksiąki „Hotel Kerobokan – Piekło na rajskiej wyspie Bali” są posiadacze prawie wszystkich paszportów europejskich, Amerykanie, Latynosi no i przede wszystkim Australijczycy. W Kerobokan siedzi sławna ich Grupa Dziewięciu, przyłapana na próbie wwiezienia na wyspę metaamfetaminy i extasy.
Kara wieloletniego więzienia w Hotelu Kerobokan to zaś przysłowiowy pikuś. Większość narkotykowych białych więźniów ma tutaj na karku sentencje dożywotnie a w niektórych przypadkach nawet kary śmierci, czekające na konsumpcję czytaj formalną odwlekaną w nieskończoność egzekucję.
Na Bali biali wpadają z używkami nie tylko na lotnisku ale i w ekskluzywnych pokojach hotelowych, w dudniących basami dyskotekach, ulicznych barach, restauracjach i na tętniącej nocnym życiem Jalan Legian w Kuta. Nie ważnie jest to czy coś sprzedajesz, kupujesz, zażywasz lub tylko posiadasz. Znalezione u kogokolwiek dragi, równają się sporym problemom i końcem beztroskiego życia w pewnym i bardzo dosłownym tego słowa oraz stanu znaczeniu.
Jest jednak coś co ni jak nie pasuje do tej odstraszającej narko-układanki. Coś co stawia cały ten quasi policyjny system na głowie i pod znakiem sporego zapytania. Na wyspie, na każdym niemal kroku, spotkać można punkty sprzedaży grzybków halucynogennych do konsumpcji na miejscu lub na wynos w zależności od życzenia klienta. Unikając jakichkolwiek konsekwencji czyli kary, można tu legalnie nabyć oraz zażyć magiczny koktajl lub magiczny omlet, który potrafi wprawić w nie mniejszy niż nie jeden i nie dwa ekologiczne jointy trip. A zastanawia tylko i wyłącznie jedno. Na czy to wszystko polega i kto za tym wszystkim stoi ☺ ???
